Badz najlepsza wersja siebie…

Ostatnio nie mam najlepszego czasu, miotam sie miedzy tym co teoretycznie powinno byc, a tym jak jest naprawde, bo nie znalazlam w sobie sily, zeby cos zmienic… tzw oczekiwania kontra rzeczywistosc. Kilka dlugich tygodni spedzilam na rozmyslaniach jak bardzo beznadziejna jestem i wpadlam w zgubna spirale poczucia winy.  Byc moze kazdy raz na jakis czas przechodzi takie wewnetrzne rozterki, mnie sie to zdarzylo pierwszy raz. Najgorszy w tym wszystkim jest fakt, ze sama sie w nie wpakowalam. Chcac osiagnac wiele,  wprowadzic  zmiany do swojego zycia, narzucilam sobie oczekiwania, ktorym tak naprawde nie bylam w stanie sprostac… Sila rzeczy oczekiwania rosly, powiekszajac jeszcze bardziej napiecie i wyrzuty sumienia, ktore stworzyly dodatkowa presje i zamknely mnie w pulapce negatywnego myslenia… Moj wewnetrzny krytyk byl wymagajacy i kwestionujacy wszystko co planowalam, skupial sie tylko na kleskach… Mysle, ze kazdy z nas chociaz raz doswiadczyl sytuacji, kiedy wewnetrzny glos podsuwal same negatywne mysli, wpedzajac tym samym w kiepski stan emocjonalny.  Czulam sie bezradna, beznadziejna, slaba… a to z kolei spowodowalo gniew.  Gniew na siebie sama, ze czuje sie winna i bezwartosciowa. Zamknelam sie w sobie, chcialam sie ukryc przed swiatem z calym swoim poczuciem winy. Czulam sie winna, chociaz tak naprawde nic zlego nie zrobilam. Nie moglam spac, myslec pozytywnie, caly czas bylam spieta. Momentami mialam wrazenie, ze zaraz wybuchne. Brzmi glupio i smiesznie, wiem… ale nie bylo mi wcale do smiechu. Kiedy cialo sie spina i buntuje nie jestesmy w stanie zdzialac nic.

Dzis doszlam wniosku, ze tak naprawde nic nie musze.  Poczucie winy niczego nie naprawia, a tylko zatruwa mi radosc z chwili obecnej, sprawia, ze marnuje zycie obsesyjnie wracajac do tego, czego nie potrafie zmienic… Who cares… Nie musze miec idealnego ciala… w koncu kto wyznacza ten ideal?? Nie musze miec idealnej pracy, wazne, zebym to ja sie w niej dobrze czula… Nie musze znac wszystkich technik makijazu, zeby moc sie malowac, moge byc blada, brazowa albo miec krzywa kreske czy zle roztarty cien na powiece, jesli tylko mam na to ochote… Nie musze miec idealnie skrojonej garderoby, w koncu lubie swoje poszarpane jeansy i trampki i podejrzewam, ze znajdzie sie kilka tysiecy osob, ktore lubia je tak samo jak ja…

Pora oswoic wewnetrznego potwora i powiedziec sobie wprost … W zyciu nic mi tak nie wychodzi jak bycie soba. Szczescie i wewnetrzny spokoj nie przyjda do nas z zewnatrz, one juz sa w nas i tylko od nas zalezy czy je wydobedziemy… Wole byc idealna wersja siebie anizeli niedoscigniona i marna kopia kogos perfekcyjnego…

Mam 34 lata, moze dla innych nie osiagnelam za wiele – nie mam dyplomu wyzszej uczelni, idealnej pracy, nie zarabiam milionow, nie mam tez wlasnego domu,  ani kredytu na karku… ale za to mam cos cenniejszego – doswiadczenia i przezycia, ktore czynia mnie niepowtarzalna… Ktos to przebije?? Nigdy nie marzylam o pracy po 12h na dobe, pracy, w ktorej musze wybierac co dla mnie wazne. Chcialam prace dajaca satysfakcje i godziwe zycie.  W koncu nie zyje, zeby pracowac, ale pracuje, zeby zyc i z tego zycia korzystac.  Nie marzylam tez o domu z ogrodkiem, bo mimo 34 lat nie zdecydowalam jeszcze gdzie to zycie chce spedzic… Marzylam za to o przygodach i podrozach i tak wlasnie chce to zycie spedzic… Koniec z wpedzaniem sie w poczucie winy, bo nie spelniam cudzych wymagan. Od dzis bede spelniac tylko wlasne…

Moj biedny brodacz ma ze mna ciezkie zycie, w koncu ktory facet znioslby zycie z wyzwolona feministka, a do tego z jej nastrojami?? Tylko prawdziwy twardziel, bo tylko taki ma w sobie wystarczajace poklady sily i cierpliwosci, zeby przyjac na klate wszystkie zle dni swojej kobiety… Tak na marginesie kochanie, bo wiem, ze to czytasz… DZIEKUJE… Dziekuje, za to, ze jestes, ze masz jeszcze do mnie cierpliwosc, ze mnie wspierasz w najgorszych momentach i cieszysz razem ze mna w tych najlepszych…

Brodacz wie, czym mi sprawic przyjemnosc, wiec w miniona sobote zabral mnie na wycieczke do miejsca, ktore juz nas kiedys uwiodlo… Karlshamn, bo o nim mowa, pisalam o nim tu –  nadal pozostaje na liscie ulubionych szwedzkich miasteczek… Tym razem jednak pogoda nam dopisala, pierwszy tak cieply dzien w Szwecji i jedyny jak do tej pory, gdzie temperatura skoczyla az do bagatela 22 stopni, gdzie zwykle mamy ok 10. To byl cudowny dzien, spacer urokliwymi uliczkami, lody na rynku, a potem wizyta w parku Kollevik. Jesli ktos lubi piekne widoki, dlugie spacery, morze i swieze powietrze to bedzie zachwycony. W kazdym razie my uwielbiamy to miejsce. Grzebanie patykiem w wodzie, wystawianie nosa do slonca, wspinaczka po glazach, gapienie w blekit morskich otchlani i cieszenie wlasnym towarzystwem – to cos, co mnie odpreza, sprawia, ze sie szeroko usmiecham i  z nadzieja patrze w przyszlosc, a przy okazji dzieciakom sprawia niesamowita frajde. Dla takich chwil naprawde warto zyc.

Na sobie mialam…

  1. Spodnie – Lindex
  2. Czarny top – Lager 157
  3. Koszula w krate – New Yorker
  4. Kurtka – H&M
  5. Buty – Adidas Superstar
  6. Torebka – Mohito
  7. Okulary – H&M
  8. Zegarek – Fossil

Z pozdrowieniami z domku nad jeziorem…

Reklamy

3 thoughts on “Badz najlepsza wersja siebie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s